Uff, porządki ukończone – po całym tygodniu pobytu pana płytkarza nareszcie można bylo posprzątać
(nie wiedziałam, że można tęsknić za sprzątaniem …brrr …). Najważniejsze, że kafelki znakomicie zagrały w kuchni, mimo że trochę było z nimi walki.
Kafle przyjechały w zeszłym roku z Maastricht, z pewnej starej kamienicy. Podarował mi je Johan – wieloletni partner w biznesie, któremu nie były potrzebne, a ja na ich widok zaniemówiłam z wrażenia! Oto efekt końcowy:

kafelki


Luty 9th, 2009 at 22:02
Nooo, kochana, takie kafle walnęłaś, że oko mi zbielało, a twarz poczerwieniała!



Buuuu…. Ja też kcem….
No dobra, postaram się nie udusić Cię z zazdrości jak przyjadę…
Po prostu przepięknie masz w tej kuchni!!!
Luty 9th, 2009 at 22:17
Dzięki DPS-ia, wiedziałam że Ci się spodoba
Luty 12th, 2009 at 22:30
I jeszcze się chwali, cholera jedna…
Luty 12th, 2009 at 22:38
A co ;-p
Ty pokazuj u siebie swoją kuchnię kaflową … bo fajna jest i mnie się strasznie podoba