Dzienne archiwum: 16 Październik 2010

Przy gorącej kozie :) At the fire (free translation, hmmm …:)

Sobota wieczór, nochal czerwony, gardełko pobolewa … więc pół-siedzę sobie i pół-leżę, ale zadowolona z losu ;) przed żarzącą kozą Jotul (chwała Norwegom!). Obok mnie Rudziejątko już bez jajek ;) , ale nadal szczęśliwy (hmm, a może to nie jest najważniejsze dla facetów? przynajmniej dla kocich facetów ??), po drugiej stronie Bona chrapie w pledzik … Sama radość, naprawdę – żeby  jeszcze tylko przestało tak w gardle boleć …

W uszach Reamonn gra, wiem … stare kawałki ale takie pasujące do dzisiejszego deszczowego wieczoru.  Wpatruję się w ścianę (spokojnie, nie trzeba jeszcze wołać Panów w Białych Fartuchach … :) ) Wpatruję się, bo małżonek dokonał dzisiaj drugiej próby koloru. Drugiej, bo pierwsza wcześniej opisana nie wypaliła – ciężko było znaleźć tam choćby trochę zieleni :(

Dzisiejsza próba chyba przejdzie pomyślnie, na ścianie zagościł kolor ze stajni Tikkurila/Beckers (podobno to jedno i to samo … nie wiem) K497:

na ścianie widać szarą zieleń – na ekranie chyba nie, ech … Dobrze, że ja mam wyrozumiałego męża ;P

Pozdrawiam wszystkich bardzo cieplutko spod różanego pledu :)


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.