Tutaj będę Was zamęczać - kochani – moją pasją
Antyki i starocie towarzyszyły mi od zawsze, nawet wtedy kiedy nie zdawałam sobie z tego sprawy
Pamiętam jak u mojej Babci Marianny Dobrolubowej rytuałem było oglądanie secesyjnego Pisma Świętego w obrazach wydanego w latach dwudziestych zeszłego wieku. Piękna księga, wypełniona cudownymi rycinami oplecionymi typowymi secesyjnymi motywami roślinnymi. Mogłam siadywać z nią przy stole i odwracać powoli kartę za kartą pod bacznym okiem Babci
Czasami Babcia pozwalała mi oglądać stare albumy ze zdjęciami rodziny Multańskich. Przeglądałam panieńskie zdjęcia Babci i jej sióstr i braci, studiowałam szczegóły ubran i fryzur z lat 20-tych i 30-tych, poznawałam szkoły, w których uczyła się lub uczyła później sama Babcia.
Albo zabawa szklaną kulą z pięknymi paciorkami w środku, którą w czasie wojny mój Tato – wówczas kilkuletni brzdąc – usiłował rozbić w poszukiwaniu upragnionych cukierków. Poźniej odkryłam, że takie kule wytwarzano w wielu manufakturach, lecz jedna z najsłynniejszych znajdowala się w polskim oraz późniejszym - ukraińskim - Lwowie.
Pamiętam też jadanie posiłków przy pomocy wielgaśnych platerowanych sztućców Józefa Frageta z cudownym motywem irysowym … Byłam małą dziewczynką, która ledwo mogła unieść łyżkę do ust – taka była wielka
Wsłuchiwałam się w rozmowy starszych oparta o wielki, dębowy kredens królujący w maleńkiej kawalerce babci. Ukrywał on książki, rodzinne fotografie i pachnące latem konfitury, które przyrządzała babcia Marianna.
Tamte lata nauczyły mnie miłości i pietyzmu do rzeczy dawnych. Babcia odeszła, ale moje upodobania nie zmieniły się – tamten wielki kredens stoi teraz w moim salonie, jadamy nadal przy pomocy tych samych fragetów a kula – oglądają ją moje córeczki – z takim samym upodobaniem jak ja wtedy u Babci w Koninie. Babcia spogląda na nas z portretu i wie, że jej starannie przechowywane przez lata przedmioty są u mnie bezpieczne. Przez moją pasją stałam się trochę powiernikiem wszelkich dokumentów rodzinnych – widocznie można mi zaufać, że nie zgubię i nie zniszczę, skoro tak bardzo mi na nich zależy ?
Zbieranie antyków jest jak nałóg – godzinami można siedzieć na allegro poszukując interesującego przedmiotu, jeździć po pchlich targach i cieszyć się jak dziecko ze znalezionych staroci. Pewnego razu na najstarszym i najsłynniejszym chyba targu staroci w Berlinie udało mi się odnaleźć fragetowskie irysy – te same, które krolują w mojej kuchni. Wytworzone w przedwojennej Polsce przez Józefa Frageta, warszawskiego fabrykanta żydowskiego pochodzenia, trafiły do niemieckiego handlarza. Znał ich cenę, słono kosztowały, ale wróciły w nasze strony
Oprócz przedstawiania pięknych przedmiotów użytkowych, które kolekcjonuję, chciałabym czasem przedstawić trochę informacji na temat epoki, w której zostały wytworzone. Lata 20-te i 30-te to najpiękniejszy czas dla Polski – jeszcze przed zawieruchą wojenną, kiedy Rzeczpospolita rosła w siłę i cieszyła się beztroską. Ten czas zatrzymał się w moim domu: w przedmiotach, które mnie otaczają oraz w ciągłym poszukiwaniu nowych, które dopiero tu nastaną.
