Te przed oczami i te w pamięci …

Śpioszka spi
co po głębszym zastanowieniu się może oznaczać te same … rzecz będzie o mojej ukochanej Śpioszce.
Wychowałam się w domu, w którym zawsze były różne zwierzęta. Psy i koty na podwórku – aż do momentu, kiedy przeprowadziliśmy się z rodzicami do miasta. Męczyłam ich o zwierzaka, ale byli nieugięci. Pewnie mieli rację, ale nie chciałam tego przyjąć do wiadomości. Uknułam więc spisek, w którego efekcie do naszego domu zawitała kotka, która na 15 lat zawojowała moje życie …
Śpioszkę znałam od małego ślepego kociaczka, który przyszedł na świat w domu Oli. Była słodkim skarbem, puchową kuleczką, która miała piękne okrągłe oczki i rudą plamę na nosie, tzw. flame. Zauroczyła mnie swoim charakterem i pięknością perskiej kotki i chyba już nigdy żadne zwierzątko nie zdoła aż tak … Brak słów, żeby opisać nasze relacje trwające przez taki długi czas.
Śpioszka nie była typem kota, który psocił – może troszkę na początku, za kociaka. Później charakter persa dał o sobie znać -zawsze grzeczna, dystyngowana, kochająca tylko swojego wlaściciela, pogardzająca resztą świata. Mówi się, że kot wybiera miejsce a nie człowieka. Nieprawda, zabierałam Śpioszkę w różne miejsca: wakacje, praca, nowy dom, nowe mieszkanie i zawsze znosiła to doskonale, pod warunkiem że obok byłam ja.
Kiedy wyjeżdżałam gdzieś dalej, Śpioszka była „na wakacjach” u moim rodziców. Czuła się tam dobrze, ale często pod koniec swojego pobytu „wołała” mnie donośnym miauczeniem. Potrafiła też reagować na moje imię – biegła wtedy szybciutko, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie zjawiłam się żeby ją zabrać.
Śpioszka była moim najstarszym dzieckiem – spała ze mną, była ze mną w chorobie, przychodziła na kolana, kiedy chciała żeby ktoś podrapał ją za uszkiem, umiała słuchać i potrafila pocieszyć, kiedy płakać się chciało … Zawsze przerażało mnie, że kiedyś to wszystko się skończy i będę musiała się z nią pożegnać. Czas płynął nieubłaganie ale tak powoli, że wydawało mi się, że to nigdy nie nastąpi, bo przecież nasza przyjaźń trwa i trwać musi.
Nie chcę pisać o tym najgorszym, bo nie dokończę tego wpisu. Rak był wyrokiem, chociaż długo walczyłyśmy. Zakończyłam walkę, gdy zobaczyłam że ona nie chce już walczyć i chce odejść w spokoju. To był najgorszy dzień naszej przyjaźni – musiałam podjąć decyzję, żeby moja kochana kicia już dłużej nie cierpiała. Odeszła na moich rękach pewnej jesiennej soboty. Odeszła, ale nadal jest. Kocham Cię, Spioszeńko!

About starastajnia


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: